czwartek, 12 lipca 2018

"Norweska Dolina" w Szklarskiej Porębie - pomysł na weekend w Sudetach



Witajcie! Dziś chcielibyśmy zabrać Was na bardzo przyjemną wycieczkę w jeden z bardziej  malowniczych zakątków naszego kraju, w piękne,  zielone dolnośląskie, a konkretnie do Szklarskiej Poręby! 

Szklarska Poręba to jeden z najbardziej znanych górskich kurortów i nic dziwnego. Usytuowane w samym sercu Sudetów malownicze miasteczko zachęca do odwiedzin. Mimo jego popularności mamy jednak wrażenie, że nie jest tak zatłoczone i zadeptane przez turystów jak chociażby Zakopane. Oczywiście turystów jest bardzo dużo, co szczególnie widać w już w samym mieście, ale na szlakach, na przykład karkonoskich pasm, jest jednak trochę "luźniej". Dlatego jeśli szukacie trochę więcej spokoju i relaksu zdecydowanie warto odwiedzić te rejony.



Jakiś czas temu, na zaproszenie Norweskiej Doliny (sprawdź tutaj) mieliśmy właśnie okazję spędzić tam weekend i dziś chcielibyśmy podzielić się z Wami naszymi wspomnieniami.
Norweska Dolina to dziewięć ekskluzywnych willi nawiązujących do historii swego rodzaju fenomenu kulturowego - Doliny Siedmiu Domów. Na zacisznej i malowniczej przestrzeni osiedlili się tu w drugiej połowie XIX wieku przedstawiciele kultury, uczeni i artyści m. in. noblista Gerhart Hauptmann czy dawny burmistrza Berlina - Georg Reicke. Nazwa doliny została nadana na cześć siedmiu najciekawszych domów stworzonych przez wybitne postacie z tamtych czasów.  Każda z willi ma swój unikalny charakter, inspirowany tradycyjną architekturą norweską.
Niesamowite wrażenie sprawiają te charakterystyczne, kolorowe "domki". Gdy wjedzie się na teren kompleksu można odnieść wrażenie, że wyjechało się do innego świata. Jak okiem sięgnąć wokół rozciąga się piękna górska panorama i bardzo gustownie i praktycznie zaaranżowany teren kompleksu. Poza fontannami i innymi elementami "upiększającymi" przestrzeń wokół znajduje się mnóstwo altanek, ławeczek i leżaków, na których można wygodnie się rozsiąść i odpocząć. Nam akurat nie było to dane (bo cały czas padało!) ale za każdym razem, gdy wychodziliśmy z naszej willii z zazdrością patrzyliśmy na te miejscówki.



Mieszkaliśmy w Willi Garmo (sprawdź tutaj). Jej patronem jest Myśliwy, czyli wojownik zajmujący się łowiectwem, którego celem życia są polowania i zdobywanie pożywienia, poroży i innych trofeów łowieckich.  Nasz apartament  był gustownie urządzony, bardzo funkcjonalny, przyjemny i z dużym balkonem do dyspozycji.





Nasz pobyt w Norweskiej Dolinie przebywał bardzo spokojnie, wręcz leniwie. Zazwyczaj gdy wyjeżdżamy gdziekolwiek nie spędzamy zbyt dużo czasu w hotelu (zwłaszcza w górach!). Wychodzimy z niego rano i udajemy się na szlaki. Ale tym razem nasz pobyt wyglądał zupełnie inaczej. Takie było nasze założenie, chcieliśmy odpocząć i zrelaksować się i chyba nie mogliśmy trafić na lepsze miejsce od tego. Większą część naszego pobytu spędzaliśmy więc w Willi Rødven.  To Centrum Rekreacyjno - Konferencyjne, gdzie na poziomie parteru umiejscowione są recepcja z kawiarnią oraz sala konferencyjno - kinowa. Kondygnacja podziemna zaplanowana została jako miejsce różnego rodzaju rozrywki, m.in. oferuje kręgielnię i stanowiska do darta, a także stoły do bilarda, snookera oraz brydża. Podziemną część eksplorowaliśmy podczas jednego wieczoru, grając w kręgle, bilard i racząc się drinkami. Ale większą część czasu spędzaliśmy na kondygnacji pierwszego piętra, gdzie znajduje się zespół odnowy biologicznej z basenem rekreacyjnym, jacuzzi i strefą saun. Można tam spędzić naprawdę długie godziny na relaksie i odpoczynku, a jedynym minusem jest to, że tak szybko mija tam czas.
Zrelaksowani i wypoczęci mieliśmy już tylko jedno marzenie do spełnienia: dobrze zjeść. No i właśnie, tutaj chyba powinna dopiero zacząć się cała nasza opowieść, bo opowiadać jest naprawdę o czym!
Zaczniemy od tych najprostszych rzeczy, przechodząc do głównego punktu, jakim była uczta przygotowana dla nas osobiście przez Szefa Kuchni.
A więc po pierwsze: śniadania. Tutaj za wiele rozwodzić się nie będziemy, były dokładnie takie, jak powinny być. Bardzo różnorodne, wiele propozycji na zimno i ciepło (do dyspozycji gości kucharz, który przygotowuje na bieżąco ciepłe potrawy, jak np.  jajecznica czy omlet). Mnóstwo świeżych owoców i warzyw. Po takim energetycznym śniadaniu można zaczynać nowy dzień z uśmiechem.
Obiadokolacje: w godzinach 17-19.00 gościom serwowana jest obiadokolacja. Ale niech nie zmyli Was ta "swojsko brzmiąca" nazwa. Obiadokolacja w Norweskiej Dolinie to prawdziwa uczta z  rodem z najlepszej restauracji.


Nasze menu wyglądało mniej więcej tak:


Zupa krem z selera:




Polędwiczka z boczkiem, szparagami i puree ziemniaczanym: 


Makaroniki z mascarpone i truskawkami: 


Buraczki z pomarańczą i grzanką z chleba:


Zupa krem z kalafiora: 


Polędwiczka ze szparagami, bobem i ziemniakami gratin:


Beza z lodami waniliowymi:



Nasze serca podbiła zupa krem z kalafiora. Wydaje się, że to dość banalny posiłek, ale faktycznie tak się tylko wydaje ;-) Jej aksamitna, gładka konsystencja przełamana chrupkością surowego kalafiora i do tego posmak cury (bardzo subtelny - sami nie byliśmy w stanie go odgadnąć, dopiero kelner nam w tym pomógł) - naprawdę super. 

Pełni szczęścia dopełniała miła, nienachalna obsługa. Musimy o tym wspomnieć, bo często jest tak, że gdy jesteśmy gdzieś zapraszani obsługa bardzo się stara i swoje niedociągnięcia maskuje "nadmierną uprzejmością", ale tak nadmierną, że po godzinie ona naprawdę zaczyna być bardzo uciążliwa. A tutaj mieliśmy do czynienia z profesjonalną obsługą, która robiła dokładnie to, co powinna w sposób nienachalny i z wyczuciem smaku, za co byliśmy bardzo wdzięczni.


Ale to jeszcze nie koniec o jedzeniu. 

W Willi Garmo (czyli tej, w której mieszkaliśmy) usytuowana jest nowo otwarta restauracja "Piąta Pora Roku"




Podczas naszego pobytu nie była jeszcze gotowa do obsługi, więc zjedliśmy degustacyjną kolację przygotowaną przez Szefa Kuchni w kawiarni Willi Rødven.




A samo menu wyglądało tak:


Krem z pieczarek, tortellini z cebulą, parmezan: 


Filet z sandacza, minestrone z warzyw sezonowych, consomme z pomidora:  


Antrykot wolno gotowany, szponder, puree ziemniaczane z chrzanem: 



Fondat czekoladowy, lody śmietankowe: 


I tym razem zupa zrobiła na nas ogromne wrażenie. Była lekka, ale bardzo esencjonalna, cebula, którą nadziane było tortellini miała idealnie zbilansowany smak słodyczy i lekkiej kwasowości. A danie główne, o rany, chyba nigdy nie jedliśmy tak dobrego kawałka mięsa! :-) Antrykot był tak delikatny, że autentycznie rozpadał się w ustach. W każdym kęsie czuć było czysty, pełny smak idealnego mięsa. Dla nas każdy kęs tej uczty był prawdziwą przyjemnością. 


A teraz kilka słów o Człowieku, który za tym wszystkim stoi.
Szefem Kuchni restauracji "Piąta Pora Roku" jest Pan Marcin Biernacki. Właściciele Norweskiej Doliny "ściągnęli" go aż z Anglii, gdyż tam przez 18 lat mieszkał i pracował w różnych restauracjach, także tych z gwiazdkami Michelin. I chwała im za to, że udało się Pana Marcina tutaj sprowadzić! Wszyscy, którzy odwiedzą to miejsce, będą im za to niewypowiedzenie wdzięczni.


To, co ten człowiek robi z jedzeniem jest naprawdę niesamowite. Myślisz sobie, jak to możliwe, że np. zupa krem może tak nieprzeciętnie dobrze smakować. Jak to możliwe, że kawałek mięsa daje ci tyle róznorodnych doznań, że tyle w nim smaku, że naprawdę nie sposób go po prostu "zjeść" bez chociażby chwili zastanowienia się nad jego smakiem. A później poznajesz Pana Marcina i wszystko jakoś powoli zaczyna się układać w zgrabną całość.
Pan Marcin należy do tego grona ludzi, których nie da się nie polubić. To nie jest jakiś nadęty, snobistyczny gość w białym fartuchu, który wychodzi do gości żeby usłyszeć  tylko to, co chce usłyszeć i podbudować swoje i tak przerośniete ego. To człowiek, który pomimo prawie 20-letniego doświadczenia w kuchni przyszedł posłuchać co do powiedzenia o jego potrawach ma taka para dzieciaków jak my i serio bardzo go to inetersowało, bo mówi, że w ten sposób może wychodzić naprzeciw oczekiwaniom swych gości.
Po pierwszych zdaniach wymienionych z Panem Marcinem zaczynasz rozumieć, dlaczego jedzenie, które przed chwilą jadłeś, było tak rewelacyjne. Ten człowiek łączy w sobie ogrom doświadczenia i pasję. Pasję, którą autentycznie widać w jego oczach gdy opowiada o jedzeniu: o historii z dzieciństwa, o domowym ogródku, świeżych warzywach, z których mama przygotowywała potrawy i które smakowały jak żadne inne, bo ich podstawą były właśnie świeże, domowe warzywa.  O produktach, o ich jakości, o tym jak ważna jest dbałość o każdy szczegół by taki produkt dostać, a później, aby nie zmarnować jego wyjatkowości, o tym, jak jeździ po okolicznych miejscowościach i szuka lokalnych dostawców, o tym jak marzy mu się ogródek z własnymi, świeżymi ziołami...  Ktoś z takim podejściem wie, jak sprawić, by na talerzu wylądowało coś naprawdę pysznego. Nie koniecznie musi to być ekstrawagancka potrawa w duchu kuchni molekularnej (choć oczywiście może) ale czasem okazuje się, że  kluczem jest prostota i chyba tylko naprawdę wybitny Szef Kuchni potrafi znaleźć właściwy balans pomiędzy jednym i drugim.

Dzięki Panu Marcinowi mieliśmy okazję "przedpremierowo" obejrzeć wnętrze "Piątej Pory Roku" - nie tylko samej sali, ale też kuchni (z wszystkimi jej zakątkami). Pan Marcin z energią i zapałem oprowadził nas po wnętrzu i przedstawił plany, które nas wprawiły w zachwyt - np. stolików na patio restauracji, tuż przy ogromnej szybie za którą mieści się kuchnia tak, żeby z perspektywy gościa można było obserwować to, co się w niej dzieje. Ale to nie wszystko. Pan Marcin poszedł w swych planach jeszcze dalej.  Wyobrażacie sobie pomysł, żeby goście restauracji mogli wejść do kuchni, w której przygotowuje się dla nich potrawy, spędzić z kucharzami czas, zobaczyć jak pracują i jak powstaje to, co pózniej ląduje na ich talerzach? Chcielibyście odwiedzić takie miejsce? Nam buzie uśmiechają się od ucha do ucha na samą myśl i bylibyśmy w stanie przejechać pół kraju tylko na jedną taką kolację (zresztą na pewno to w przyszłości uczynimy). O tym miejscu pewnie w niedługim czasie będzie głośno i zajmie ono bardzo ważne miejsce na kulinarnej mapie Polski.



Panie Marcinie, dziękujęmy za cudne jedzenie, poświęcony czas i za najmilszą rozmowę o jedzeniu i gotowaniu jaką było nam dane odbyć. Oby wszystkie Pana plany i marzenia się spełniły! 


Nie przedłużając serdecznie zapraszamy Was do Norweskiej Doliny i w szczególności do Restauracji "Piąta Pora Roku",  a kiedy już tam będziecie koniecznie zapytajcie o Szefa Kuchni ;-) 



Ps. Tyle "nasłodziliśmy" temu miejscu, ale nie myślcie, że to z racji wpisu partnerskiego. To naprawdę fantastyczne miejsce, tworzą je ludzie z wizją, pasjonaci, którzy znają się na tym, co robią i efekty jest po prostu widać. Szczerze polecamy!



A teraz już na zupełny koniec kilka zdjęć natury tej pięknej okolicy. Mimo, że pogodę mieliśmy paskudną - cały czas padało (dopiero na kilka godzin przed naszym wyjazdem wyjrzało słońce) postanowiliśmy zrobić sobie krótką wycieczkę, bo w końcu góry są piękne w każdą pogodę ;-) Poszliśmy nad Wodospad Kamieńczyka, dość sztampowa to atrakcja, ale jest bardzo blisko (30-40 minut bardzo wolnym spacerem) i nawet w taką pogodę jest łatwodostępna, a zarazem stanowi przyjemną możliwość obcowania z naturą. 






2 komentarze :

  1. Wspaniałe miejsce, aż nie chce się wierzyć, że to Polska! :d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak :-) nawet pomimo kiepskiej pogody było pięknie, smacznie i na pewno jeszcze kiedyś tu wrócimy :-)

      Usuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka